Marek Drzewowski  tel. 602 213 952  gg: 1961590  e-mail:baleno@poczta.onet.pl Łukasz Paliœświat  tel: 608 472 689     e-mail:lukaszpaliswiat@gmail.com
www.polska-sztanga.pl
SZUKAJ:
Fax: +48 (58)77 80 241

MENU

ZOBACZ RÓWNIEŻ
    

   



*************************






GALERIE

ajan17.jpg
ajan17.jpg


rasulov17.jpg
rasulov17.jpg


PSzzmiana.jpg
PSzzmiana.jpg


SLJpodium1.jpg
SLJpodium1.jpg


SLJpodium2.jpg
SLJpodium2.jpg


SLJpodium3.jpg
SLJpodium3.jpg


SLJpodium4.jpg
SLJpodium4.jpg


escobar18.jpg
escobar18.jpg


escobar17.jpg
escobar17.jpg


medit17.jpg
medit17.jpg



ONLINE
Witaj, Anonim
Pseudonim
Hasło
(Zarejestruj się)
Członkostwo:
Ostatni: magda
Nowe dzisiaj: 0
Nowe wczoraj: 0
Wszystkie: 3

Na stronie:
Gości: 347
Użytkowników: 1
Razem: 348
Teraz online:
01: marek_d


AKTUALIZACJE



Darmowe liczniki

stat4u


KALKULATOR SINCLAIR'A

ZAPRZYJAŹNIONE STRONY




ZAGRANICZNE STRONY KLUBOWE

FRPC informuje: CIĘŻKIE SPRAWY #22 - KOWADŁO I MŁOT !
FRPC informuje
W dzisiejszej (poniedziałek 8. lutego) „Gazecie Wyborczej” ukazał się arty- kuł Radosława Leniarskiego pt. „Dopingowy układ z Szymonem Kołec- kim”. Rzecz tyczy okoliczności dopingowej odysei związanej z obecnym prezesem PZPC oraz działań ciężarowej centrali w jego sprawie z lat 1996, 2002 i 2004. Autor przypomina, iż owe trzykrotne (!) wykrycie dopingu u Kołeckiego skutkowało najpierw 2-letnią dyskwalifikacją, zaś kolejne przy- padki miast dyskwalifikacji dożywotniej zakończyły się „zamieceniem sprawy pod dywan”, co umożliwiło panu Szymonowi zdobycie olimpijskiego srebra w Pekinie 2008. PZPC – personifi- kowany przez byłego prezesa Zygmunta Wasielę – w roku 2002 zawarł nieformalny układ z IWF, która pod warunkiem wycofania Kołeckiego ze startu na MŚ nie nałożyła sankcji na Polskę i nie odebrała Warszawie prawa organizowania listopadowego championatu. Dwa lata później uznano Kołeckiego za winnego, chociaż… odstąpiono od wymierzenia kary mimo odmiennego stanowiska ówczesnej Polskiej Konfederacji Sportu. Na wszystko są oczywiście stosowne do- kumenty. Artykuł jest na swój sposób wstrząsający i z tego co wiem już wzbudził mocny odzew w środowisku i przez najbliższe dni na pewno będzie obowiązkową lekturą środowiska sztangi i całego polskiego sportu. Redakcja zapowiada też kon- tynuowanie tematu.



Uważam i cała rzecz dotyczy przestrzegania procedur oraz najzwyczajniejszej moralności. Gdyby zachowano te pierwsze Kołecki odszedłby ze sportu w atmosferze skandalu i nigdy nie zostałby prezesem PZPC. Sternicy związku mieli jednak do niego rodzaj słabości, bo nikt nie przyzna iż był on tuzinkowym zawodnikiem. Wasiela zaś znalazł się pomiędzy młotem i kowadłem wybierając pomiędzy prawdą, a ponadczasowym interesem (MŚ 2002) całej sztangi. Więc ze spolegliwego ratownika nagle zaczyna stawać się ofiarą, bo Kołecki odwraca role i stwierdza w „GW”, iż „gdyby to była prawda, to te informacje obciążyłyby w pierwszej kolejności Wasielę, a nie mnie. Tuszowanie wpadek dopingowych przez szefa związ- ku i IWF jest nielegalne, niedopuszczalne i mogłoby wywołać aferę na skalę międzynarodową”. W artykule czytamy też: „Kołecki sugeruje, że Wasiela ma prywatny powód by go atakować. W tym roku są wybory do władz PZPC i możliwe, że z tego powodu obserwujemy zwiększoną aktywność Zygmunta Wasieli (…) – dodaje”. A gdzie jest powiedziane, że to Wasiela był inspiratorem tekstu w „GW” ? I to przecież nie on się koksował… (Jacek Korczak-Mleczko; 08.02.br)

Wysłany przez Autor dnia @08-02-2016 o godz. 19:43:09 @ (960 odsłon)
(Czytaj więcej... | 1 komentarz | Wynik: 0)

FRPC informuje: CIĘŻKIE SPRAWY #17 – TRANSFER I PLEBISCYT !
FRPC informuje
Miniony tydzień przyniósł bardzo ważną i ciekawą wiadomość dotyczącą ciężarów i ich miejsca w hierarchii polskiego sportu – także tej finansowej i medialnej. Oto w Bydgoszczy triumfalnie ogłoszono (na łamach „Ga- zety Pomorskiej”) transfer dekady, czyli przejście braci Adriana i Tomasza Zielińskich z Tarpana Mrocza do Zawiszy. Jest to jednak transfer swoisty w szczegółach i jakże inny od zmiany barw klubowych choćby przez III-ligowego piłkarza. Ot, taki skrojony na siłę i finanse polskiej sztangi. Bracia Zielińscy (czyli mistrz olimpijski i świata, champion Europy oraz zawodnik z czołówki globu) przeprowadzają się do Bydgoszczy, za co Tarpan prezesa Szynala otrzyma 40.000 zło- tych. I to nie w gotówce, ale w sprzęcie i zorganizowaniu obozów szkoleniowych dla mroteckiej młodzieży na obiektach Zawiszy. Nie jest to przysłowiowa Kanada, a wycena sportowego kunsztu obu zawodników budzi jednak moje zdziwienie, bo ich wartość (Adrian to przecież kandydat do medalu w olimpijskim Rio de Janeiro) jest przecież dużo więk- sza. Ale ciężarowy rynek widać mamy taki jaki mamy i nie widać na nim ani spon- sorów, ani przyzwoitych pieniędzy – jest tylko logika taka jak widać. Więc nie piszę o tym, że owe 40.000 złotych na dwóch nie wystarczyłoby na transfer jakiegoś piłkarskiego beztalencia z, powiedzmy, Pelikana Łowicz do Wichru Kobyłka. Bo to zbyt bolesne…



Ale w Bydgoszczy radość... Bracia wychwalają (szczególnie Tomasz) fakt kontaktu z woj- skiem i przywdzianie (nieco symboliczne) mundurów w ramach funkcjonującej przy Zawiszy Wojskowej Grupy Sportowej. Od lat jest w niej Ola Klejnowska-Krzywańska i bardzo to chwali. Nie wypalił jednak podobny eksperyment z Marcinem Dołęgą. Też był wielki opty- mizm i zapewnienia o miłości do armii, a skończyło się tak, jak się skończyło. Teraz zaś bra- ciom Zielińskim życzę jak najlepiej tym bardziej, iż mają szanse na mieszkania z wojskowej puli. No i gdy przyjdzie kiedyś kres kariery, to życie będzie toczyć się dalej i trzeba coś w nim robić. A wojsko na pewno daje taką szansę. Jest jeszcze pytanie o to jak odejście swoich „lokomotyw” przetrwa Tarpan. Oj, jakoś czarno to widzę, ale obym się mylił…



Tomasz i Adrian ZIELIŃSCY (foto: pzpc.pl)

Jeśli zaś chodzi o duże pieniądze i triumf kasy oraz „woli kibiców” nad rozumem, to właśnie poznaliśmy najlepszego polskiego sportowca roku 2015 w 81 Plebiscycie „PS” i TVP. Niestety, a piszę o tym nie pierwszy raz, robi się ów plebiscyt coraz bardziej niesmaczną zabawą (?) i już najwyższa pora, aby oficjalnie zamiast najlepszych wybierać naj- popularniejszych, o ile będzie to miało jakiś sens. Kryteria sukcesu są bowiem proste jak drut, bo trzeba zdobyć mistrzostwo w klasycznej i popularnej dyscyplinie, pobić rekord, wygrać najważniejsze zawody roku. Ale u nas widać to nie obowiązuje. Nie wiem więc, co musi uczynić Anita Włodarczyk, aby wreszcie wygrać ten Plebiscyt skoro mistrzostwo świata, re- kord świata i triumf we wszystkich zawodach sezonu w jakich startowała to za mało. Podob- nie jest w przypadku Pawła Fajdka i Piotra Małachowskiego, którzy nie zmieścili się na podium. Nie wiem też robią w pierwszej „10” pan Sonik z peryferii sportu, czyli jazdy squadem po wertepach i jakaś panna w żelaznej klatce bijąca i kopiąca w twarz inne panny. To jakiś horror, a nie sport, bo co mogą o tym myśleć tacy wspaniali mis- trzowie jak pływak Radosław Kawęcki czy 800-metrowiec Adam Kszczot wyrzuceni poza „10” ? Wygrał Robert Lewandowski, trenerem roku wybrano Adama Nawałkę i wygląda to tak, jakby plebiscyt dotyczył tego roku, a piłkarze zostali mistrzami Europy… W internecie aż huczy od komentarzy, a wszystkie sprowadzają się do tego, iż plebiscyt w obec- nym kształcie nie ma żadnego znaczenia. Jak widać nawet w tej materii w narodzie nie ma zgody (Jacek Korczak-Mleczko; 10.01.br)

Wysłany przez Autor dnia @12-01-2016 o godz. 18:42:11 @ (197 odsłon)
(komentarze? | Wynik: 0)

FRPC informuje: JAK WALCZYĆ Z DOPINGIEM W SPORCIE !
FRPC informuje
Tak wiele pod koniec ubiegłego roku pisało się na temat stosowania nie- dozwolonego dopingu w sporcie, w tym również w podnoszeniu ciężarów. Doniesienia były zatrważające i szokujące, mam tu głównie na myśli wy- kryty doping u 24 zawodników na Mistrzostwach Świata w podnoszeniu ciężarów, jakie odbyły się w Houston (USA) pod koniec listopada 2015r. Do podjęcia tego tematu zmobilizował mnie przedruk artykułu na Polskiej Sztandze autorstwa red. Leniarskiego pt. „Rok z dopingiem... Duże stę- żenie hormonu wzrostu koksu”. Bardzo zaciekawił mnie wątek z tego artykułu, mówiący o zainteresowaniu się tym problemem przez studentów zarządzania i organizacji Uniwersytetu Warszawskiego – kto powinien się w naszym kraju zająć i jakie instytucje walką z dopingiem ? Jest to wg mojej oceny zasadnicze pytanie. Dzisiejsze rozwiązania, jakie obo- wiązują w Polsce oraz na świecie nie dają gwarancji prawidłowego przestrzegania zasad Światowego Kodeksu Antydopingowego. Jest tak, że walczą z tym problemem niezależne labo- ratoria WADA i jak jest naszym kraju... Komisja do Zwalczania Dopingu w Sporcie, zaś na- kładanie kar i ich egzekucję pozostawiono Międzynarodowym Federacjom i krajowym związ- kom sportowym. Takie usytuowanie nakładania kar dyscyplinarnych na osoby, które nie przestrzegają tych zasad w wielu wypadkach prowadzi do łamania przepisów i w konsekwencji do korupcji w sporcie. Jeżeli macierzysty związek czy nawet międzyna- rodowa federacja ma nakładać kary na swoich zawodników, to zawsze będzie szukać jakiś obejść w stosowaniu prawa i kar.



Pamiętam, jak na przełomie lat 2000/2001 ówczesny Prezydent Europejskiej Federacji Pod- noszenia Ciężarów (EWF) – Waldemar Baszanowski na forum IWF zgłaszał wielokrotnie ofi- cjalnie stanowisko mówiące o tym, aby kary dyscyplinarne za nieprzestrzeganie przepisów antydopingowych były rozpatrywane i nakładane przez niezależne organy od związków spor- towych i federacji międzynarodowych. Podobna sytuacja była u nas w kraju. Idąc za pro- pozycją rozwiązań Waldemara Baszanowskiego wielokrotnie występowaliśmy, jako Zarząd PZPC do Prezesa Urzędu Kultury Fizycznej a później Ministra Sportu i Tu- rystyki przy pracach nad Ustawą o Sporcie o powołanie niezależnego od związków sportowych organu, który by na bazie stwierdzonych naruszeń Kodeksu Antydo- pingowego badał te sprawy i nakładał kary na zawodniczki i zawodników łamiących Regulaminy. W PZPC znajduje się bogata dokumentacja w tej sprawie. O takiej potrzebie rozwiązań informowaliśmy również Komisję do Walki z Dopingiem w Sporcie jak również EWF i IWF. Jedyny wniosek strony polskiej a głównie Waldemara Baszanowskiego, jaki został zrealizowany i obowiązuje do dzisiaj to ten, że od wielu lat na stronie in- ternetowej IWF podawane są wszystkie stwierdzone pozytywne wyniki badań an- tydopingowych i nałożone kary na wszystkie osoby przebadane przez IWF i WADA.

Zadane pytania przez studentów Uniwersytetu Warszawskiego i autora tego artykułu... „Czy to dobrze, że z dopingiem w danym kraju walczą jego instytucje” ? Dalej … „Czy Pre- zesowi Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów można zaufać” ? Odpowiadam na bazie swoich doświadczeń, że... zdecydowanie – NIE !!! Bo zawsze będą różnego typu naciski ze strony środowiska, mówiące o dobru dyscypliny czy ogólnie mówiąc o dobru sportu. Niewyciąganie zdecydowanych konsekwencji w stosunku do zawodników nieprzestrzegających zasad Światowego Kodeksu Antydopingowego oraz Regulaminów Antydopingowych prowadzi do nadużyć a w wielu wypadkach do korupcji w sporcie. Gdybyśmy w przeszłości surowo i zdecydowanie karali dopingowiczów, sytuacja w dyscyplinie byłaby zdecydowanie odmienna. Ale to, że tak jest w sporcie – również winę ponoszą władze sportowe naszego kraju. Bo jak walczyć z tym problemem, kiedy we władzach PKOL i wielu związków sportowych widzimy ludzi, którzy w przeszłości byli karani za stosowanie dopingu w sporcie. No i co – nic się nie stało… dalej żyjemy w tym zakłamaniu.

Najbardziej zbulwersowała mnie w ostatnich dniach wypowiedź na jednym z portali... działacza PZPC, że wśród uczestników Mistrzostw Świata w Podnoszeniu Ciężarów widzi jeszcze grupę zawodników, którą podejrzewa o stosowanie dopingu i jeszcze będzie czekał na ostateczny werdykt IWF (artykuł 1, artykuł 2 > przypis PSz). Ale kto to mówi ? Reasu- mując – jestem zdecydowany, jak ta grupa studentów Uniwersytetu Warszawskiego, za tym, aby Minister Sportu i Turystyki w ramach prac nad zmodyfikowaniem niektórych przepisów w Ustawie o Sporcie dokonał wprowadzenia nowego artykułu o powołaniu Komisji Dyscyplinarnej ds. jednolitego stosowania kar za nieprzestrzeganie zasad antydopingowych (Z. Wasiela)

Wysłany przez Autor dnia @06-01-2016 o godz. 12:06:24 @ (209 odsłon)
(komentarze? | Wynik: 0)

FRPC informuje: CIĘŻKIE SPRAWY #17 - OBY DO RIO...
FRPC informuje
No i mamy nowy rok – 2016 ! Więc wszystkim Czytelnikom, przyjacio- łom i znajomym jeszcze raz składam najserdeczniejsze życzenia. Przede wszystkim zdrowia i spokoju, bo w niespokojnych czasach żyjemy. Spor- towcom zaś prawdziwie olimpijskiej formy, czyli sierpniowego udanego startu w Rio de Janeiro. Ale ze sportem, tym w uniwersalnej, światowej skali, niestety dobrze nie jest… W nowy rok w fatalnej kondycji wkraczają dwie najpotężniejsze międzynarodowe federacje. W FIFA istna rzeź, bo połowa członków Komitetu Wykonawczego siedzi za kratami za kosmiczna iście korupcję, a wymiar sprawied- liwości USA szykuje im pokazowy proces. Dlaczego w USA ? Ano dlatego, iż pierwszy „puścił farbę” niejaki pan Glazer, Amerykanin właśnie ze ścisłego kręgu kierownictwa FIFA który został świadkiem koronnym i w zamian za niski wyrok wyśpiewuje wszystko prokuratorom. Afera skasowała także szefa FIFA – pana Blattera i prezydenta UEFA – Michela Platiniego. W lutym odbędą się wybory nowego szefa światowej piłki, ale w gronie 6 kandydatów do prezydentury nie ma żadnej charyzmatycznej postaci gwarantującej status quo tej potężnej instytucji. Do tego dochodzi sprawa przyznania Katarowi Mistrzostw Świata w roku 2022 i grudniowy termin tej imprezy, który wywróci do góry nogami obowiązujący od lat piłkarski kalendarz. Jest też sprawa Mistrzostw Świata w Rosji 2018 i działalność „politycznie poprawnych” futbolowych jastrzębi chcących odebrać Władimirowi Putinowi to medialne i propagandowe Eldorado. Więc będzie się działo, a ja nie spodziewam się niczego dobrego. Na dodatek finały EURO 2016 we Francji i z polskim udziałem odbędą się w warunkach psychozy strachu i wielkiej akcji zabez- pieczającej, bo przecież hydra terroryzmu ma się niestety dobrze, a niedawna paryska heka- tomba nie da się zapomnieć.



U lekkoatletów – w IAAF też niezłe bagno, bo były już szef tej organizacji pan Lamine Diack i jego syn brali wielkie pieniądze za przymykanie oczu na dopingowy proceder Rosjan i chyba nie tylko ich. To już jest szczyt przekrętu i obłudy i dowód na to, iż nikomu w sporcie nie można już wierzyć. Coś niedobrego zaczyna się też dziać u kolarzy, bo organizatorzy Tour de France 2017 już zapowiedzieli, że impreza nie będzie w kalendarzu UCI. Podobno dlatego, iż federacja chce większej kontroli (finanse, doping) zawodowych grup kolarskich. Mocne pohukiwania słychać także ze strony federacji sportów zespołowych. Powodem są idiotyczne niestety zasady kwalifikacji do turnieju igrzysk olimpijskich. Inne w koszykówce, inne w siatkówce czy w piłce ręcznej. No bo kto normalny zrozumie, iż aktualni mistrzowie świata – Polacy nie mają biletu do Rio tylko muszą walczyć w tasiemcowych eliminacjach podczas gdy championi świata w koszu czy szczypiorniaku (też z roku 2014) spokojnie przygotowują się do brazylijskiej podróży. Nie bez grzechu jest tu MKOl, który powinien zabiegać o unifikacje tych zasad, jak to już przecież bywało. Zamiast tego pan prezydent Thomas Bach wymyślił, iż od igrzysk w Tokio 2020 prawa telewizyjne będą sprzedawane na wolnym rynku stacjom komercyjnym, co może spowodować iż w Polsce będziemy odbierać (jak dobrze pójdzie) tylko tzw. przekaz unilateralny bez uwzględnienia startów naszych reprezentantów…

A co ze sztangą ? Nie wiem. No może poza tym, iż IWF musi pozbierać się po do- pingowym wstrząsie na Mistrzostwach Świata w Houston. Na razie słuchać, iż jest pomysł aby już za pierwszą wpadkę karać dożywotnią dyskwalifikacją, odsunąć od pomostu trenerów, lekarzy i krajowych działaczy którzy choćby otarli się o doping. Słuszne to w założeniu, ale nie wiem czy obecne władze IWF stać na taki krok. Na razie zaś federacja jest pod pręgierzem i jeśli kiedyś powtórzy się Houston to sztanga zniknie z olimpijskiego programu, choć jest w nim nieprzerwanie od roku 1896… W tym dopingowym karambolu… rosną olimpijskie szanse Polaków. I chyba nie tylko ja wchodzę w ten nowy rok z przekonaniem, że z Rio de Janeiro wrócimy z medalem zdobytym przez ciężarowca. Szanse są trzy... (Jacek Korczak-Mleczko; 03.01.br)

Wysłany przez Autor dnia @03-01-2016 o godz. 17:20:09 @ (172 odsłon)
(komentarze? | Wynik: 0)

FRPC informuje: CZAS REFLEKSJI PO MŚ W HOUSTON !
FRPC informuje
Tegoroczne Święta Bożego Narodzenia były dla wielu z nas bardzo ważnym wydarzeniem religijnym, odpoczynkiem od dnia codziennego oraz czasem refleksji. Wielu z nas zastanawiało się co nam przyniesie Nowy Rok. Zda- jemy sobie sprawę, że będzie on ważnym wydarzeniem w naszych Ro- dzinach. Ale dla nas ludzi sportu to nadchodzący Nowy Rok to bardzo ważne będą wydarzenia sportowe. Najpierw w miesiącu kwietniu 2016 roku odbędą się ważne Mistrzostwa Europy w podnoszeniu ciężarów podczas, których nasze za- wodniczki będą mogły zdobyć kwalifikację kontynentalną na Igrzyska Olimpijskie. Natomiast latem 2016 roku weźmiemy udział w najważniejszym wydarzeniu dla sportowców, trenerów i działaczy tj. w Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro – do których przez ostatnie trzy lata ciężko się przygotowywali z dala od swoich rodzin i przyjaciół...



Ważny to też będzie Nowy Rok dla polskiej sztangi, bowiem w 2016 roku odbędzie się Kongres Sprawozdawczo Wyborczy Europejskiej Federacji Podnoszenia Ciężarów (EWF) oraz po Igrzyskach Olimpijskich - wybory do władz Polskiego Związku Podnoszenia Cięża- rów i Kongres Sprawozdawczo Wyborczego Międzynarodowej Federacji Podnoszenia Ciężarów (IWF). Zapewne będzie o czym mówić na tych zjazdach bowiem w Wigilię Bożego Narodzenia dotarła do nas z biura IWF informacja, która położyła się cieniem na dalszy rozwój podno- szenia ciężarów na świecie i Europie z uwagi na niespotykaną (jednorazową) ilość pozytyw- nych wyników badań antydopingowych podczas Mistrzostw Świata w Podnoszeniu Ciężarów w Houston (USA). Mistrzostwa były jednocześnie kwalifikacjami do Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro. Jest to kompromitujący „prezent” jaki otrzymaliśmy my i kibice z IWF pod choinkę w przededniu Świąt Bożego Narodzenia. Takiego skandalu w podnoszeniu ciężarów nie było od wielu lat, aby na jednych zawodach odnotowano aż 24 przy- padki pozytywnych wyników badań antydopingowych.

Jest to bardzo poważny sygnał ostrzegawczy dla całej dyscypliny. Jeżeli Międzynaro- dowe Federacje IWF i EWF oraz narodowe federacje zrzeszone w tych organizacjach nie powiedzą zdecydowanie... DOŚĆ oszustom w naszej dyscyplinie to ciężary mogą mieć bardzo poważny problem w utrzymaniu się w Programie Igrzysk Olimpijskich MKOL po 2020 roku. Przecież stosowanie dopingu jest zabronione w sporcie ale też jest bardzo szkodliwe dla zdrowia i życia zawodników. Mamy znakomite programy walki z dopingiem krajowe i władz międzynarodowych jak IWF czy WADA. Ale jest brak konsekwencji w tych działaniach... Spójrzmy na nasze podwórko w kraju a nawet w naszym związku czy aby u nas jest wszystko w porządku z przestrzeganiem zasad i przepisów antydopingowych ? Czy zawsze postępowaliśmy konsekwentnie w stosunku do osób łamiących to prawo ? Czy ciche przyzwolenie na stosowanie dopingu nie jest winą wielu z nas ? To są pytania na które musimy sobie odpowiedzieć sami w przededniu Nowego Roku. Pisząc ten felieton mam również sam do siebie uwagi i pytania, czy zrobiliśmy wszystko w przeszłości aby u nas w kraju była zdecydowana walka z dopingiem ? Dzisiaj na kanwie tego co się wy- darzyło w Houston widzę, że w wielu wypadkach powinienem i powinniśmy, jako były Zarząd PZPC wkraczać bardziej zdecydowanie. Zbyt dużo było tolerancji i zrzucania tej odpowiedzialności na karby tzw. „dobra dyscypliny” i sportu. Przykła- dem tych działań niech będą obrady Krajowego Zjazdu Sprawozdawczo Wyborczego Delegatów PZPC z dn. 01 grudnia 2012 roku. Wystarczy przeczytać stenogram z tego ważnego spotkania elity polskiej sztangi. Na szczęście wśród tych 24 oszustów dopingowych na MŚ w Houston nie było naszych zawodników i to cieszy. Ale z ocenami dotyczącymi tych spraw byłbym ostrożny z uwagi na toczące się jeszcze procedury odwoławcze w IWF. Jak pisze w swoim felietonie pt. „Horror u progu 2015 roku" – red. Jacek Korczak Mleczko... „w Hous- ton powiało grozą i cyrkiem”.

A zarazem na szczęście... „dzięki Bogu w tym wstydliwym gronie nie ma reprezen- tantów Polski”. Prawdopodobnie Adrian Zieliński zostanie w kat. 94 kg M sklasyfikowany na drugim miejscu w dwuboju i otrzyma tytuł Wicemistrza Świata po zakończeniu całego procesu odwoławczego przez IWF. Mamy nadzieję, że z tych ostrzeżeń jakie napływają po MŚ w Houston polskie ciężary wyciągną również wnioski i na poważnie włączą się w programy walki z dopingiem. Należy też przyjąć krytyczne uwagi ze spotkania podsumowującego udział polskiej reprezentacji na mistrzostwach świata dokonanej przez Mini- sterstwo Sportu i Turystyki w przededniu Wigilii Świąt Bożego Narodzenia. Szkoda, że tych uwag nie wysłuchało Kierownictwo PZPC, które z niewiadomych przyczyn nie było obecne. Czy aby jest tak dobrze przed Igrzyskami Olimpijskimi !

Wracając do głównego nurtu felietonu, należy stwierdzić, że jeżeli Międzynarodowa i Euro- pejska Federacja Podnoszenia Ciężarów nie poradzą sobie z problemem walki z dopingiem to będziemy mieli problem zbliżony do sytuacji w lekkiej atletyce. Wiele też zależeć będzie czy w tych gremiach zasiadać będą osoby, które nie były skażone dopingiem w przeszłości. A z informacji jakie ukazują się w prasie i na stronach internetowych tak nie jest. I tu rodzi się kolejny problem. Zatem wiele zależy od tego kogo narodowe federacje skierują do tych federacji o ubieganie się miejsc w Komitetach Wykonawczych EWF i IWF. Ta sprawa wymaga również uregulowania w Ustawie o Sporcie i przepisach wykonawczych. Wiele też będzie zależało od tego, czy na zbliżających się Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro ciężary światowe poradzą sobie w walce z dopingiem. My w Nowym Roku 2016, Roku Igrzysk Olimpijskich życzymy znakomitej rywalizacji międzynarodowej zawodniczkom i zawodnikom oraz wyników sportowych na miarę możliwości bez dopingu tak jak przystało na Kartę Olim- pijską MKOL... (Zygmunt Wasiela; 29.12.2015)

Wysłany przez Autor dnia @03-01-2016 o godz. 17:05:00 @ (276 odsłon)
(komentarze? | Wynik: 0)

FRPC informuje: CIĘŻKIE SPRAWY #16 - HORROR U PROGU 2015 ROKU !
FRPC informuje
Podczas wyjazdu „Polskiej Sztangi” do Azerbejdżanu, konkretnie zaś w wigilię, 24.12.2015r. witryna IWF opublikowała najnowszą listę 17 przy- padków niedozwolonego wspomagania, ujawnionych podczas ostatnich „MŚ Seniorów” w Houston. Fakt ten spowodował natychmiastową niemalże reak- cję przedstawicieli mediów i nie tylko… praktycznie z dnia na dzień pojawiło się kilkanaście artykułów prasowych na ten temat. Poniżej i powyżej – przedruk kilku z nich, na początek trzy ostatnie materiały z witryny Fundacji Rozwoju Podnoszenia Ciężarów !



Nigdy nie posądzałem władz IWF o jakieś wysublimowane poczucie czarnego humoru. Myliłem się jednak i to bardzo! Oto bowiem w dzień wigilijny międzynarodowa federacja od sztangi podrzuciła do swojego ogródka dość osobliwy i kompromitujący prezent. Na oficjalnej stronie internetowej opublikowała oficjalny komunikat o wynikach kontroli antydopingowej na zakoń- czonych przed miesiącem Mistrzostwach Świata w Houston. Istna to groza i cyrk zarazem, bo dotychczas przyłapano 24 zawodników (panie i panowie) wywracając klasyfika- cję medalową i kwalifikacje do olimpijskiego Rio de Janeiro 2016 chyba także… W Houston odbył się antydopingowy pogrom atletów z państw byłego ZSRR, bo koks wykryto u… 6 Azerów, 4 Rosjan, 3 Kazachów, u Białorusinów, Mołdawian i kilku zawodników ciężarowej egzotyki na dokładkę. Dzięki Bogu w tym wstydliwym gronie nie ma reprezentantów Polski, a Adrian Zieliński który na teksańskim pomoście był piąty zostanie wice- mistrzem świata, bo w wadze do 94 kilogramów odsiew oszustów był największy ! Więc wielkie gratulacje dla Adriana, który w rozmowie z PAP mówi, iż uwierzył w sportową sprawiedliwość w ciężarach, a już w Houston uderzyło go to, iż rywale dźwigali tyle, ile raczej nie powinni…

Całość do dość smutna sprawa, a czarę goryczy przelała wpadka Rosjanina Aleksieja Łow- czewa – ponoć konsumenta hormonu wzrostu – który bił wspaniałe rekordy świata wśród superciężkich. Nie wiem kto w Houston przeprowadzał badania. Czy ekipa WADA, czy też gospodarze – Amerykanie ? (amerykańska USADA - przypis PSz). A z ogłosze- niem wyników uporano się – jak na IWF – w iście ekspresowym tempie. Czy to wszystko to normalna procedura, czy wynik międzynarodowego polowania na Rosjan rozpoczętego aferą wśród lekkoatletów ? Polska Sztanga w komentarzu do powyższego zwraca uwagę na to, iż międzynarodowa rywalizacja na poziomie MŚ jakby traci sens, zawodnicy staja się bowiem pionkami na szachownicy jakiejś dziwnej gry, a wyniki ustala się przy zielonym federacyjno-medycznym stoliku.

Ja oczywiście nie bronię koksiarzy, ale mam wiele pytań. Bo trudno mi zrozumieć, iż wśród rosyjskich, kazachskich czy azerskich zawodników, trenerów i lekarzy są sami idioci szuflami spożywający zakazane preparaty. I to wiedząc, iż na champio- nacie kontrola będzie totalna. Łowczew i rosyjski minister sportu – pan Mutko tłumaczą, iż to co wykryto w organizmie zawodnika, to tylko lek potrzebny do rehabilitacji kontuzjowanego kolana i że zgłoszono ten fakt przed zawodami władzom IWF. Nie znam reakcji innych, sądzę iż jakaś być musi. Tym bardziej, że i po mistrzostwach dzieją się rzeczy dziwne. Oto nieobecny nie wiadomo dlaczego w Houston Kazach Ilia Ilin bije w Groznym wspaniałe rekordy świata w 105. Jak to się ma do amerykańskiej wpadli trzech jego rodaków, był Ilia badany po Pucharze Prezydenta czy nie był? Jeśli zaś przyjąć słuszne w założeniu rozumowanie Adriana Zielińskiego, iż każdy wyśmienity wynik od razu budzi podejrzenia, to podnoszenie ciężarów w obecnej formie powoli traci sens. Wyniki kontroli w Houston to także porażka wizerunkowa IWF i dowód na to, iż dotychczasowa polityka antydopingowa federacji zdała się psu na budę. W tej atmosferze wchodzimy w nowy rok, olimpijski rok 2016. Wszystkim życzę zdrowia i mam nadzieje, iż nie damy się zwariować... (Jacek Korczak-Mleczko; 27.12.2015r.)

Wysłany przez Autor dnia @03-01-2016 o godz. 16:42:34 @ (206 odsłon)
(komentarze? | Wynik: 0)

FRPC informuje: CIĘŻKIE SPRAWY #13 – SEN CZY JAWA ?
FRPC informuje
Minął tydzień od Mistrzostw Świata w Houston, ale w mediach jakoś nie doczekaliśmy się choćby wstępnej oceny nieudanego polskiego startu. Milczą władze związku, sztab szkoleniowy i resort sportu. Oczywiście co nagle, to po diable – lecz oczekiwanie na pierwsze analizy jest rzeczą zrozumiałą, bo przecież kadra PZPC nie działa w próżni i nie jest grupą, której krytyka nie dotyczy, zaś posypanie głów popiołem jesz- cze nikomu nie zaszkodziło. Problem zasygnalizowała jednak oficjalna internetowa strona związkowa, dając dość kuriozalną (oficjalną ?) wykładnię sytuacji. Rzecz opiera się na za- łożeniu, iż odnośnie polskich ciężarów za dużo jest „snów o potędze”, a za mało rzeczywistego rozpoznania jej siły. Że jest za dużo chciejstwa i legendy, a za mało sza- cowania mocy i realnych szans na sukcesy. Że odkąd wprowadzono obecne kategorie wagowe, to męskie triumfy odnosiliśmy tylko w 85, 94 i 105 kg, a reszta jest milczeniem. Czytam też, iż w środowisku jest zbyt wielu „krytykantów”, dominuje „wylewanie żółci”, „opluwanie i szczy- panie”, że nie przystoi obarczać odpowiedzialnością prezesa Szymona Kołeckiego...



Nie przesadzajmy z tymi snami o potędze. Chodzi przecież o to, iż w ostatnich latach zawsze mieliśmy zawodników którzy zdobywali medale Mistrzostw Europy, Świata i Igrzysk Olimpijskich, a nadzieje na kolejne sukcesy nie brały się z powietrza. Nasza sztanga ma bowiem swój potencjał, a na tle totalnego kryzysu polskich sportów walki (zapasy, judo, boks, szermierka) nie ma się czego wstydzić. Twierdzę, że w przeciwieństwie do wielu dyscyplin mamy nadal szanse na olimpijskie medale, chociaż po fantastycznym londyńskim występie nastąpiło jakieś wewnętrzne uśpienie, zanik dyskusji merytorycznej i jakości szko- lenia, trenerskie karuzele i odejście od kolektywnego zarządzania. Liczę więc na trans- parentność i wiwisekcję tematu podczas zapowiadanej rychłej narady w Spale. Zaś krytycy tego stanu naprawdę nie są frustratami i nie wylewają żadnej żółci w myśl zasady, im gorzej tym lepiej. To nie tak ! Każdy z nich jest na swój sposób patriotą dyscypliny i chce żeby były owe wyśnione medale. Nikt nie pragnie też, aby sztanga zsuwała się do medialnej niszy, bo przecież Houston poza „Przeglądem Sportowym” i transmisjami Eurosportu w ogóle nie zaistniało na innych łamach, a „Kronika” championatu na antenie TVP 1 przypominała po raz kolejny fragment jakiejś kabaretowej biesiady.

Ledwo jednak nasi wrócili z Teksasu, a już mamy kolejny pasztet. Oto li tylko ze stron Polskiej Sztangi dowiedzieliśmy się, iż u bram PZPC kolejna afera dopingowa. Że podczas opolskiego finału ekstraklasy wpadł jeden zawodnik mistrza (Budowlanych) i jeden wicemistrza (Tarpana), co po odjęciu ich punktów i dodaniu wyników szóstych zawodników da tytuł ekipie z Mroczy. Porobiło się, oj porobiło… W tej atmosferze w piątkowy wieczór w siedzibie PKOl odbyła się Gala 90-lecia PZPC. Za najpopularniejszego (czemu nie naj- lepszego ?) sztangistę tego okresu uznano świętej pamięci Waldemara Baszanowskiego, u pań zwyciężyła Agata Wróbel, Trener 90-lecia to nieodżałowany Klemens Roguski, a impreza to... warszawskie MŚ z 1969 roku… Jak tam było na Gali nie wiem, bo nie zostałem zapro- szony. Widać 40 lat pisania o polskiej sztandze, to zbyt mało... (Jacek Korczak-Mleczko; 06.12.2015)

ps) Marna to będzie pociecha, ale ja też (MD) nie zostałem zaproszony i wcale tego nie żałuję ! Na Gali, wśród przedstawicieli mediów byli zresztą tylko Ci, którzy piszą o polskich ciężarach... dobrze, przynajmniej w ostatnich trzech latach ! Nie było za to wielu innych, bardziej lub mniej znaczących w historii polskich ciężarów. Na oficjalną listę osób odznaczonych medalami 90-lecia PZPC też nie ma co liczyć, choć ta byłaby zapewne niezwykle interesująca...

Wysłany przez Autor dnia @07-12-2015 o godz. 18:48:43 @ (1308 odsłon)
(Czytaj więcej... | 2 komentarze | Wynik: 0)

FRPC informuje: CIĘŻKIE SPRAWY #8 – ZA DUŻO RDZY !!!
FRPC informuje
W dziennikarstwie już tak jest, iż sportowy wynik na imprezach mis- trzowskiej rangi przenosi się na szybkość i chęć opisywania tego co się wi- działo. W ostatnich latach tak było po triumfie Adriana Zielińskiego na MŚ w Antalyi i londyńskich igrzyskach olimpijskich, czy po brązowym medalu Bartłomieja Bonka tamże. Cieszyły europejskie sukcesy Adriana i Bartka, jeszcze tak niedawno temu mistrzostwo globu seryjnie zdobywał Marcin Dołęga. „Pióro niosło” wtedy iście kosmicznie, a jedynym pragnieniem było to, aby tekst jak najszybciej dotarł do redakcji i został wydrukowany lub natychmiast znalazł się na stronie internetowej. Teraz, po Mistrzostwach Świata w Houston, bardzo trudno mi było zabrać się do pisania bo poza krytyką naszych pisać nie ma o czym – no oczywiście poza fantastycznymi wynikami nowych championów i medalistów na czele z epokowymi osiągnięciami Rosjanina Aleksieja Łowczewa w +105, czyli 264 kg w podrzucie i 475 w dwuboju ! Obca jest mi także schadenfreude, czyli tak częsta w Polsce zasada, iż zawsze ktoś jest kontent z porażki rodaków. Bo po Houston są wyłącznie nagie fakty, a żądne złe moce nie sabotowały polskiego dźwigania w Toyota Center.



Nasza ekipa nie zrealizowała żadnego z zamierzonych celów. Polki jak nie miały żadnej kwalifikacji olimpijskiej, tak nie mają – uplasowały się na XXV miejscu – a przypom- nijmy jak obficie było trzy lata temu w olimpijskim Londynie. Panowie zatrzymali się na 4. kwalifikacjach po Ałmatach 2014 i w Teksasie uplasowali na miejscu XIV nie dodając nic do dorobku. Ale to naprawdę nie jest wielki problem, bo poza Joanną Łochowską, Adrianem Zielińskim, Bartkiem Bonkiem, Arkadiuszem Michalskim i może Danielem Dołęgą PZPC tak naprawdę nie ma kogo wysłać na igrzyska! Ba, nawet na MŚ nie uzbieraliśmy pełnego 8-osobowego składu panów. Tak źle nie było od dawna, a równia pochyła na jakiej znalazły się ciężary i to zaraz po starcie w igrzyskach 2012 jest aż nadto widoczna. Są tylko pytania. Dlaczego Bonk spalił rwanie na 183 kg, co musi zrobić starszy z Zielińskich aby na dobre zaaklimatyzować się w kategorii do 94 kilogramów, kiedy Michalski (to ciągle wielka nadzieja naszej sztangi) podrzuci owe mityczne 218 kilogramów, czy warto nadal inwestować w Tomasza Zielińskiego ? Bo pułap 5-6 miejsc to trochę za mało, a championat po raz kolejny wykazał świetną kondycję dyscypliny, na pomoście szalała młodzież, ale pokolenie starsze nie oddawało pola. Seryjnie bite były rekordy życiowe (tylko nie przez Polaków) o rekordach świata nie wspominając. Aż miło pomyśleć co się będzie działo w Rio de Janeiro.

Dlaczego z Houston wracamy na tarczy, bez medali i kwalifikacji, dlaczego miesiąc temu na MP w Wałbrzychu wyniki reprezentantów były lepsze, dlaczego nie tra- fiono z formą ? Chyba wpływ miały wszystkie możliwe czynniki. Błędy techniczne, przygo- towanie siłowe, dyspozycja mentalna i zbytnia pasywność. Do tego przez ostatnie trzy lata było za dużo zmian i chaosu wśród prowadzących seniorskie kadry narodowe, co być może przełożyło się na nieład przygotowań i poziom autorytetu szkoleniowców. Wyczerpał się też pomysł indywidualnego cyklu szkoleniowego braci Zielińskich, bo przecież postępu brak. Nie wiem jak jest z zaangażowaniem nauki w proces szkoleniowy, czy my w ogóle przyswajamy nowinki treningowe. Co z opieką medyczną (Bonk z przepukliną kręgosłupa ?) Bo przecież kadra miała optymalne warunki szkoleniowe i finansowe. A może mega-zgru- powania w Spale to już nie jest to czego potrzeba najbardziej, a do czołówki trzeba dopuścić świeżej krwi ?

Po Houston bardzo chciałbym poznać ocenę startu dokonaną przez trenerów, Za- rząd PZPC i pion szkolenia związku, Ministerstwo Sportu i Turystyki i resortowe Centrum Metodyczno-Szkoleniowe. Jeszcze niedawno takie materiały zamieszczała związ- kowa strona internetowa i cykliczne „Materiały Szkoleniowe PZPC”… Czy warto zadać pytanie o częstotliwość startów Polaków, szczególnie międzynarodowych, w sezonie, bo chyba ich za mało co powoduje potem ów stupor na mistrzowskich imprezach ? Przykładem niech bę- dziemłodziutka Łotyszka Rebeka Koha (w debiucie X-ta na MŚ), która prędko przyle- ciała z Houston, wsiadła w samochód i z Ventspils przyjechała startować w… Ciechanowie na Memorialne Andrzeja Matusiaka ! Za dużo rdzy na polskiej sztandze. Trzeba znaleźć środki i ludzi żeby ją usunąć... (Jacek Korczak-Mleczko; 29.11.2015)

Wysłany przez Autor dnia @30-11-2015 o godz. 19:36:14 @ (238 odsłon)
(komentarze? | Wynik: 0)

FRPC informuje: CIĘŻKIE SPRAWY #8 – DZIEŃ NASZEJ PAMIĘCI !
FRPC informuje
Pięć lat temu w ramach cyklu „Ciężki poniedziałek” zamieściłem na związkowej witrynie internetowej felieton poświęcony naszym Nieobecnym. Przypominam go teraz, w nieco zmodyfikowanej formie, gdyż okrutny czas zrobił swoje… Przypominam go, bo inaczej w tym szczególnym dniu napi- sać chyba nie można. Bo… Dzisiaj Wszystkich Świętych – dzień szcze- gólny w polskim kalendarzu i chyba nigdzie indziej w świecie nie obchodzo- ny tak godnie, jak w naszym kraju. Dzień pamięci o tych, którzy odeszli na zawsze i refleksji nad tym, iż także jesteśmy śmiertelni. Szczególnie dzisiaj pamiętamy o swoich najbliższych, odwiedzamy ich groby. Starajmy się także – jak na polską Ciężarową Rodzinę przystało - pa- miętać również o ludziach z kręgu naszej dyscypliny, którzy są już tak bardzo daleko od ziemskich pomostów.



Truizmem jest pisanie o tym, jaką stratą dla środowiska była śmierć wybitnych działaczy centrali PZPC i nie tylko jej – prezesa Janusza Przedpełskiego, Andrzeja Matusiaka, Jana Hawrylewicza, Bogdana Kołodziejskiego, Tadeusza Kochanowskiego czy – dawno już temu – Stanisława Zgondka. Trzej pierwsi mają swoje zawody memoriałowe, dalej ich dokonania i postacie wspominane są przy wielu okazjach. Jeśli myślimy o trenerach (którzy także mieli za sobą karierę sportową), co to stworzyli polską szkołę od sztangi to przywołujemy cienie Klemensa Roguskiego, Augustyna Dziedzica, Bronisława Stępnia, Czesława Białasa (i ich wieloletniego współpracownika – doktora Michała Firsowicza), Stefana Polaczuka, Ireneusza Chełmowskiego. Patrząc podczas każdych zawodów na walczącą na pomoście młodzież porównujemy ją, my – starsi – z dokonaniami i stylem niezapomnianych Waldemara Basza- nowskiego (także trenera, działacza, prezydenta EWF), Ireneusza Palińskiego, Mariana Zielińskiego, Krzysztofa Becka, Mieczysława Nowaka, Jacka Gutowskiego, Jana Wojnowskiego, Grzegorza Cziury, Henryka Trębickiego, Adama Bondara, Jerzego Kaczkowskiego, Jana Łostowskiego, Tadeusza Dembończyka, Waldemara Malaka, Stefana Leletki… Gdy patrzymy na sędziów ciągle widzimy w akcji Jana Janiszewskiego i Jana Kondrackiego. Gdy wspominamy dziennikarskich fachowców od sztangi, to muszą paść nazwiska Zygmunta Weissa, Andrzeja Marondla, Jerzego Jankiewicza, Jerzego Mrzygłoda, Tomasza Nikończyka, Andrzeja Łozowskie- go, Jacka Żemantowskiego i Grzegorza Stańskiego. Wszyscy z wymienionych byli ludźmi z krwi i kości – z zaletami i charakterem, czasami z charyzmą, ale i często z wadami i kłopotami z życiem po zakończeniu sportowej kariery. Ale tak to już jest na tym świecie.

Tych postaci zebrałby się cały legion, jest ich w już 90-letniej historii PZPC o wiele więcej i tylko od nas zależy czy będziemy o nich pamiętali. To bardzo delikatna kwestia, co obserwuję na co dzień szczególnie na dziennikarskim podwórku. Przykre jest bowiem, iż w dobie Internetu i nieograniczonego wręcz dostępu do informacji, młodzi adepci mojego zawodu są - w większości - pozbawieni tak zwanej pamięci historycznej. Dla nich dzieje danej dyscypliny sportu, nawet tej w której już uważają się za specjalistów i mają różne pomysły na sukcesy, zaczynają się jakby przed kilku laty; od dnia w którym opanowali trudną sztukę pisania i czytania. A przecież w polskim sporcie, także przy sztandze „wszystko już było”, a przede wszystkim ludzie godni zapisania się w historii. I wielcy bohaterowie-mistrzowie i postacie drugiego planu bez których nie odbyły by się żadne zawody, ani nie ukształtowałby się żaden ciężarowy talent. Gdy byli i działali traktowaliśmy to, jak coś oczywistego. Gdy ich zabrakło dostrzegliśmy dopiero jak bardzo trudno ich zastąpić. Nie rozumiem też , powiedzmy, niechęci ze strony mediów do przypominania sylwetek tych ludzi sportu, którzy odeszli na zawsze. Niechęci, może wypływającej z niewiedzy. Szczególnie dotyczy to mediów elektronicznych na czele z TVP, która podobno realizuje publiczną misję. Więc nie wiem dlaczego na przykład na antenie TVP Sport na okrągło serwują piłkarskie powtórki powtórek powtórek, a nie znajdziemy prawie nic co dotyczyłoby historii i ludzi którzy ja tworzyli ? Na szczęście jest jeszcze niestrudzony Bogdan Tuszyński i jego dzieła dokumentujące polski sport.

W dniu Wszystkich Świętych płoną nagrobne znicze pamięci. I wierzę, iż środo- wisko polskiej sztangi choć przez chwilę zadumało się nad jego Wielkimi Nie- obecnymi
(Jacek Korczak-Mleczko, 01.10.2015)

Wysłany przez Autor dnia @01-11-2015 o godz. 18:33:09 @ (223 odsłon)
(komentarze? | Wynik: 0)

FRPC informuje: CIĘŻKIE SPRAWY #7 – STRAŻNIK PAMIĘCI, CZYLI…
FRPC informuje
Przez wiele lat moich dziennikarskich wędrówek miałem przyjemność spot- kać wielu interesujących i niezwykłych ludzi – także ze środowiska polskiej sztangi. Poznałem więc pasjonatów, wizjonerów, nowatorów i entuzjastów swojej pracy. Jedni byli istnymi wulkanami emocji, inni skromnymi posta- ciami wykonującymi sumiennie swoją ukochana profesję. Jedni byli pow- szechnie akceptowani, inni kontrowersyjni w działaniu. To oczywiście trene- rzy, działacze, sędziowie i zawodnicy – prawdziwe legendy tamtych czasów. Dlatego teraz, w roku pięknego jubileuszu 90-lecia naszej sztangi, warto przypomnieć postacie tych, którzy są jakby strażnikami pamięci tej dyscypliny sportu i dysponują wielką historyczna wiedzą do- tyczącą wszystkiego co przez owe lata działo się na pomoście i wokół niego. Jedną z nich jest na pewno… ZDZISŁAW PIOTROWSKI !



Urodził się w roku 1938 w Ciechanowie i związany jest z tym miastem do dzisiaj. Ojciec – Stanisław, mistrz blacharski – zginął podczas kampanii wrześniowej broniąc przed Niemcami twierdzy w Modlinie. Jedynaka wychowała matka – pani Janina, a mieszkali na Podzamczu, tuż obok miejsca gdzie dzisiaj wznosi się hala sportowa i kryty basen. Miał 18 lat, gdy nastąpił pierwszy kontakt z ciężarami i była to fascynacja trwająca do dzisiaj. Gwiazdami byli wtedy dla niego panowie Sokołowski, Smoliński, Brodziński, Firewicz z siłowni przy ulicy Fabrycznej. Od tego czasu, wspomina pan Zdzisław, mam w uszach dźwięk sztangi, a magnezję we krwi… I to jest prawda, co potwierdzi każdy kto go zna. Wtedy też poznał człowieka, który tak bardzo wpłynął na jego życie. Bo ówczesny ciechanowski heros wagi ciężkiej (a znaczyło to tyle co 160 kilogramów w podrzucie) – pan Sokołowski powiedział mu, iż zna silniejszego od siebie. Młodzian nazywa się Ireneusz Paliński, jest jednym z… ośmiu synów chłopskiej rodziny z pod- ciechanowskiej wsi i właśnie wrócił z Wałbrzycha po odbyciu służby wojskowej. Trenował tam pod okiem Bronisława Stępnia, był silny jak tur a jego żonglowanie odważnikami weszło już do legendy. Od tej pory zaczęła się przyjaźń (czasami szorstka) i współpraca Zdzisława i Ireneusza – przyszłego złotego medalisty olimpijskiego z Rzymu 1960, championa świata i Europy, autora światowych rekordów. Piotrowski był z jednej strony uczniem Palińskiego (wyciskał w leżeniu 170 kg), potem jego trenerem, kimś w rodzaju dzisiejszego menadżera i osobistym sekretarzem. Teraz w jego zbiorach jest arcyciekawa i ważna spuścizna po wielkim mistrzu, którą przed śmiercią przekazał on swemu przyjacielowi. To kolekcja trofeów – począwszy od dyplomu Mistrzostw Polski w Gdańsku roku 1955 za zdobycie 6. miejsca w wadze półciężkiej po te najcenniejsze. To albumy z prasowymi wycinkami, unikalne fotografie czy cztery opasłe bruliony w których Paliński notował każde podejście na treningach i za- wodach, swój nastrój i posiłki , a także… lampki wypitego okazyjnie przysmaku – węgierskiego czerwonego wytrawnego wina „Egri Bikaver”. Te zbiory godne są stałej ekspozycji. Zdzisław Piotrowski od zawsze związany był z Ludowymi Zespołami Sportowymi – a była to potężna firma. Jako instruktor, trener i sekretarz ówczesnej Rady Powiatowej, bo znaczyło to tyle co opieka nad tak wtedy licznymi w terenie ciężarowymi sekcjami. To on przyczynił się do powo- łania ciechanowskiego OPO, do budowy hali przy Kraszewskiego, do sprowadzenia pierwszego przyrządu typku „Atlas”, czy doskonałych sztang z Wytwórni Sprzętu Sportowego we Wroc- ławiu na bazie których rozwinęła ponoć działalność firma Eleiko… To on pracował jako koor- dynator od ciężarów w RG LZS, był jako trener I klasy asystentem Wojciecha Dousy, gdy ten prowadził kadrę narodowa seniorów. W 1981 r. został też sędzią międzynarodowym.

Ale nie tylko ciężarami człowiek żyje. Stąd zainteresowania Piotrowskiego militariami (ma imponującą kolekcję szabel kawaleryjskich), tradycją niepodległościową i kultem Józefa Pił- sudskiego (jest sekretarzem miejscowego oddziału Związku Piłsudczyków). Ma też oczywiście wiele przemyśleń dotyczących obecnej sytuacji polskiej sztangi. Jej ogląd niestety nie nastraja go optymistycznie. Dotyczy to poziomu kadr szkoleniowych i nowoczesnej jakości treningu, wszechobecnego stresu przygotowań, atmosfery w środowisku, finansowych kłopotów klubów i zmniejszonego naboru, problemów związanych z dopingiem i miejscem sztangi w środkach masowego przekazu. Zawsze był niepokornym. I takim, jako ów strażnik związkowej pamięci, zostanie. Dużo zdrowia, Zdzisiu ! (Jacek Korczak-Mleczko)

Wysłany przez Autor dnia @26-10-2015 o godz. 18:28:44 @ (216 odsłon)
(komentarze? | Wynik: 0)

FRPC informuje: CIĘŻKIE SPRAWY #6 - INDYWIDUALNOŚCI I DRUŻYNA !
FRPC informuje
Od minionej niedzieli kąpiemy się w medialnej euforii związanej z awan- sem piłkarskiej reprezentacji Polski do finałów Mistrzostw Europy 2016. Osiągnięcie to porównywane jest trochę na wyrost do największych suk- cesów w historii naszego futbolu, a sceneria fety na Stadionie Narodowym po decydującym zwycięstwie na Irlandią (bramy triumfalne, deszcz confet- ti, rundy honorowe, ogólne przytulanie i tak dalej) wyglądała tak, jakbyś- my już byli championami Starego Kontynentu. Na razie jesteśmy jednak tylko w stawce 24 finalistów (bo od teraz w turnieju zagra połowa Europy; od Niemców po Albanię), losowani będziemy z trzeciego koszyka i w ogóle dopiero wszystko przed nami. Co to ma wspólnego z podnoszeniem ciężarów. O dziwo ma ! W po-eliminacyjnych komentarzach na plan pierwszy słusznie wysuwany jest bowiem fakt, iż trenerowi Adamowi Nawałce udało się stworzyć dobrze rozumiejącą się, waleczną i odpowiedzialną DRUŻYNĘ. Że z grona indywidualności (Lewan- dowski, Krychowiak, Glik, Fabiański…) potrafił stworzyć ZESPÓŁ potrafiący grać w myśl zasady „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, team który na boisku zostawia serce oraz przysło- wiowe krew, pot i łzy. Jest silny psychicznie siłą kolektywu i ma w swych szeregach tak wspa- niałego kapitana, jakim jest Robert Lewandowski – ten najlepszy. Chłopaków połączyła wspól- nota celu, jakim był awans do finałów, teraz kolejny cel przed nimi, a już 12 grudnia dowiemy się jakich to rywali będziemy mieli w jednej z turniejowych grup.



To, o czym piszę odnosi się – sądzę, także do podnoszenia ciężarów chociaż to sport indywi- dualny aż do bólu, dyscyplina w której podczas zawodów sztangista nie jest od nikogo zależny. Bo są tylko on i ciężar, który trzeba podnieść. Ale… Wszyscy wiemy, iż w kwalifikacjach do igrzysk olimpijskich (już w listopadzie będą nimi Mistrzostwa Świata w Houston) liczba miejsc dla reprezentantów danego kraju na pomoście w Rio de Janeiro 2016 zależna jest od pozycji zajętych w rachunku drużynowym. Można dyskutować czy to słuszny system (ten odpersonali- zowany), bo na przykład w sportach indywidualnych – boks, judo, zapasy, szermierka, żeg- larstwo i inne – na igrzyska jedzie ten, kto sam to sobie wywalczył. Ale w IWF jest inaczej i kropka. Więc niechaj trenerzy Ryszard Soćko i Ireneusz Pepłowski uczynią wszystko, aby w Houston był ten „duch drużyny” walczącej o jak największa ilość kwalifikacji. Żeby oprócz dobrego przygotowania było nastawienie psychiczne i świadomość tego, iż na tek- sańskim pomoście każdy walczyć będzie i dla siebie i dla innych także. Bo to jest cel najważniejszy. Oczywiście każda drużyna musi mieć swojego przywódcę, lidera który ją jednoczy i ma przysłowiowy mir i sympatię, a w walce zawsze jest jednym z faworytów bo startuje z mistrzowskiego poziomu i nie zwykł zawodzić. W dawnych latach taką rolę z powo- dzeniem pełnili Marian Zieliński, Waldemar Baszanowski, Zygmunt Smalcerz, potem przyszły czasy Sławka Zawady, Marcina Dołęgi i Szymona Kołeckiego, a u pań rządziła Agaty Wróbel. A teraz ? Odpadł z wiadomych przyczyn Dołęga, Zieliński po złotej dlań olimpiadzie nie może zaaklimatyzować się w wyższej kategorii, a w dodatku prawie cały rok spędza daleko od zgru- powań kadry i tylko formalnie jest członkiem tej grupy najlepszych, chociaż to ciągle kandy- dat na „ciężarowego Lewandowskiego”. Ale jest niezawodny, waleczny i rozsądny, bo zawsze na medal, Bartek Bonk i aż chce się wierzyć w jego umiejętności przywódcze. Niechaj więc stworzy się ta polska drużyna na Houston, niech będą przepustki do Rio. Bo czego teraz więcej pragnąć ? A czasy takie, iż to piłkarze dają przykład (Jacek Korczak-Mleczko)



Chyba nie tylko ja miałem nadzieję, iż podczas 85 Mistrzostw Polski seniorów obejrzę emocjo- nującą i stojącą na wysokim poziomie rywalizację czołówki sztangistów. Taką też atmosferę budowano na oficjalnej internetowej stronie PZPC zapowiadając zawody. No i słusznie ! Bo championat kraju powinien być (i owszem bywał) prawdziwym świętem – przeglądem czołówki i jej zaplecza okraszonym dobrymi wynikami, rekordami i wszystkim tym co znamionuje wielki sport. Także atmosferą imprezy i zainteresowaniem publiczności. Ale na pomoście w Wał- brzychu dostrzegłem niestety tylko ślad interesującej imprezy. Śledzenie w TVP Sport pierwszego dnia Mistrzostw Polski było bowiem momentami nudną torturą. Ogromna hala i śladowa ilość widzów, cicho i bez tempa. Więcej słów komentatora, niż akcji na pomoście, wymuszane przerwy w transmisji, która przecież miała być popularyzacją ciężarów. Obsada poszczególnych kategorii… kilkuosobowa choć jeszcze niedawno temu były kłopoty z nadmiarem zgłoszonych (no i kto dopuścił do rywalizacji w 105 chłopca z Polic, który w dwuboju uzbierał chyba 150 kg ?). Żadnej miłej niespodzianki, miast tego coraz wię- ksza przepaść pomiędzy naszymi „eksportowymi” wagami, a pozostałymi, coraz większa przepaść między czołówką, a nielicznym zapleczem. Klasą dla siebie w sobotę był oczywiście niezawodny Bartłomiej Bonk – 405 kg w dwuboju wagi 105 kg, a lekki niedosyt pozostawił występ jego młodego rywala – Arkadiusza Michalskiego (398 kg). W dobrym stylu zaprezentowali się – Adrian Zieliński (390 kg w dwuboju wagi do 94 kg) i jego młodszy brat Tomasz (387 kg tamże), a wagę +105 wygrał Daniel Dołęga (400). Ale to jednak nie są wyniki na medalowe miejsca podczas listopadowych MŚ w Houston. Do tego wszyscy najlepsi przed kamerami gremialnie narzekali na różne urazy i kontuzje…

ps) Honorowym patronem imprezy był minister obrony narodowej – Tomasz Siemoniak. On też dekorował najlepszych. Tym samym MP wpisały się w… kampanię wyborczą do Sejmu, bo pan Siemoniak kandyduje przecież z listy PO w okręgu wałbrzyskim. Takie czasy dla sztangi (Jacek Korczak-Mleczko; 17.10.br)

Wysłany przez Autor dnia @18-10-2015 o godz. 22:26:28 @ (748 odsłon)
(Czytaj więcej... | 4 komentarze | Wynik: 0)

FRPC informuje: CIĘŻKIE SPRAWY #5 - NIEBEZPIECZNE KLIKNIĘCIA !
FRPC informuje
Milowymi krokami zbliża się kulminacja obchodów 90-lecia polskiej sztangi. Jak słychać z kół zbliżonych do związkowego źródła, centralna uroczystość odbędzie się na początku grudnia w stołecznym Centrum Olim- pijskim lub w jednym z renomowanych warszawskich hoteli. Mają być odznaczenia i wyróżnienia, a ja chciałbym aby było to prawdziwe spotkanie wielu pokoleń ciężarowej rodziny gromadzące na sali tych wszystkich któ- rzy znaleźć się tam powinni. I sadzę, iż tak będzie. Bo naprawdę jest kogo zaprosić. Są mistrzowie i mistrzynie wielu generacji, są najbliżsi tych championów którzy odeszli już bezpowrotnie. Są zasłużeni trenerzy, sędziowie i działacze, którzy tworzyli tę 90-letnią historię kierując pracami PZPC oraz ludzie mediów śledzący przez lata to, co działo się na polskim pomoście i wokół niego także.

Naturalną rzeczą jest także to, że jubileusz skłania do podsumowań, ocen, przypominania najważniejszych wydarzeń-sukcesów z historii i ludzi z tym związanych, daje asumpt do różnych plebiscytów i klasyfikacji. Więc z nadzieją przyjąłem rozpoczęcie na stronie www.pzpc.pl internetowego (bo żyjemy już podobno w społeczeństwie informatycz- nym…) konkursu na najlepszego zawodnika i zawodniczkę owego chlubnego 90- lecia. Wytypowano więc kandydatów, wystarczy kliknąć na dane nazwisko i głos już oddany. Ot, fajna (?) zabawa dla wydawało się znawców tematu i ludzi odpowiedzialnych za swój wybór. Niestety przyglądając się przebiegowi konkursu włos się jeży na głowie, bo dzieją się tam rzeczy niesłychane. Zaś internetowe głosowanie dziwnie przypomina jakiś telewizyjny „Taniec z gwiazdami” gdzie kompetentne jury mówi swoje, a internauci swoje i w rezultacie wygrywa para udająca że tańczy. Tutaj też jakoś nie liczy się podstawowa prawda historyczna (tak zaniedbywana ostatnio wśród młodego pokolenia), obiektywizm wartości, jakości i ilości sukcesów danego kandydata.

Oto jak na razie zdecydowanym liderem plebiscytu jest Adrian Zieliński. To złoty medalista olimpijski 2012, mistrz świata (może kolejne złoto będzie za miesiąc w Houston) i brązowy medalista tej imprezy, mistrz Europy. Bardzo cenię te osiągnięcia i nic nie mam przeciwko panu Adrianowie. Jednak trudno przedkładać jego sukcesy nad to, co dla polskiej sztangi i dla naszego kraju uczynił przez wiele lat kariery Waldemar Baszanowski. Czy teraz mam wyliczać wszystkie trofea legendarnego „Baszana” i przypominać jego godziwe życie? Życie trzeciego sztangisty w plebiscycie wszech czasów IWF? Więc nie dajmy się zwariować wobec tej internetowej niewiedzy (zamierzonej?) czy nawet czegoś gorszego, bo braku szacunku wobec rekordowej spuścizny rekordowego Waldemara. Mam jednak nadzieję, iż wszystko wróci do normy i zwycięży kryterium obiektywnej prawdy, bo to nie jest przecież konkurs współczes- nych piękności. Że w czołówce znajdzie się miejsce choćby dla Mariana Zielińskiego, czy Wojtka Ozimka i Ireneusza Palińskiego. Że nie będą forowani recydywiści-dopingowicze na których o dziwo także można głosować, co zgoła niepojęte bo akurat to nie jest w tym 90-leciu powodem do chwały. Klik i jeden anonimowy głos. Klik i drugi, dziesiąty, setny. Może być na siebie, można założyć spółdzielnię klikaczy. Tak sobie myślę widząc, iż wśród pań prowadzi Ewa Mizdal dystansując Agatę Wróbel… Proszę Państwa ! Gdzie my właściwie żyjemy ? (Jacek Korczak-Mleczko; 09.10.br)



Wysłany przez Autor dnia @10-10-2015 o godz. 08:54:08 @ (645 odsłon)
(Czytaj więcej... | 1 komentarz | Wynik: 0)

FRPC informuje: CIĘŻKIE SPRAWY #4 – POKUSA SEJMOWA !
FRPC informuje
Za trzy tygodnie wybory parlamentarne. Na kolejne 4 lata wybierze- my nowych posłów i senatorów, a według licznych sondaży, analiz i prefe- rencji Polskę czeka zmiana władzy, czyli nowy rząd z liderami innej partii na czele. No cóż, pożyjemy, zobaczymy. Na razie trzeba przebrnąć – bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym – przez finisz kampanii. Czego każde- mu serdecznie życzę… Na razie też w kampanijnych hasłach, w obie- tnicach omni-partyjnych i zapowiedziach pozytywnych zmian, nie ma ani słowa o sporcie. Podobnie zresztą jak podczas niedawnych wyborów prezydenckich.



I trudno nie zauważyć, iż jest to stan permanentny, że sport – przecież ważna dziedzina życia społecznego i jeden z filarów (teoretycznie) polityki prozdrowotnej traktowany jest niczym droga ostatniej kolejności odśnieżania. Wybory zaś służą (?) sportowi w ten sposób, iż ludzie ze środowiska, wespół z celebrytami czy wykonawcami disco polo, wykorzystywani są niekiedy przy układaniu partyjnych list niczym przysłowiowe wisienki na torcie. No i stąd, raczej ku zdziwieniu elektoratu, poznańską listę Platformy Obywatelskiej otwiera młociarz – były mistrz olimpijski i świata – Szymon Ziółkowski, a w Gdańsku liderem jest były wioślarski arcy- mistrz, a teraz króciutki stażem minister sportu i turystyki – Adam Korol. Niech im się wie- dzie, chociaż do tej pory obaj raczej nie dali się poznać jako aktywni działacze polityczni z ukształtowanym programem i wizją przyszłości (tu przypomnijmy klęskę Otylii Jędrzejczak czy Tomasza Adamka w eurowyborach 2014). Więc bardzo się boję, iż w ich przypadku (oraz innych kandydatów związanych ze sportem) w razie sukcesu skończy się tak, jak dotychczas. Bo w obecnym jeszcze Sejmie mamy przecież takich posłów związanych z obozem władzy jak byli – koszykarz Maciej Zieliński, siatkarz Paweł Papke, piłkarz Roman Kosecki (startuje i teraz), gimnastyk Leszek Blanik, piłkarz Cezary Kucharski (ewenement na skalę światową, bo jednocześnie poseł i… agent futbolowy prowadzący między innymi sprawy Roberta Lewandowskiego) czy snowboardzistka Jagna Marczułajtis. No i jest jeszcze bramkarz Jan Tomaszewski, co to kiedyś „zatrzymał Anglię”, a teraz raz na kwartał zmieniał opcje i partyjne szranki. Wszyscy oni nie stworzyli przy Wiejskiej sportowego lobby, ich obecność i aktywność w Wysokiej Izbie, wystąpienia na sesjach plenarnych były niezauważalna jeśli nie liczyć nieudanych starań pani Jagny o zimową olimpijskość Krakowa. Przypominam też, iż Sejm w ogóle nie zajmuje się problemami sportu, a ostatnia debata na ten temat miała bodaj miejsce w październiku roku 2004 po igrzyskach olimpijskich w Atenach. Nic nie dzieje się też na Komisji Sportu i Turystyki – jakże aktywnej i w projektach legislacji i ocenie spraw bieżących w czasach gdy brylowali w niej panowie Paszczyk, Drzewiecki czy Pacelt.

To wszystko przekłada się oczywiście na pracę Ministerstwa Sportu i Turystyki o którym głośno głównie wtedy, gdy zmienia się minister, a w ostatnich niespełna czterech lat było tak cztero- krotnie (Giersz, Mucha, Biernat, Korol) ! Bo wykoncypowano, iż nominaci „na sport” to sprawa polityczna i wewnątrzpartyjna, a nie kompetencje i fachowość. Co gorsza słyszę, iż w razie wyborczego zwycięstwa PiS resort sportu w ogóle zostanie zlikwidowany, jakby ta partia pamiętała przygody swego ministra Tomasza Lipca i epizod Elżbiety Jakubiak. A przecież jest tak wiele do zrobienia – od wf w szkołach, priorytetów dla danych dyscyplin, pieczy nad związkami sportowymi, szkolenia trenerów po finanse, bo roczny budżet MSiT powoli zbliża się do budżetu piłkarskiej Legii Warszawa… Biedny jest ten sport, chociaż tak bogaty w indywidualności (Jacek Korczak-Mleczko; 03.10.br)

Wysłany przez Autor dnia @06-10-2015 o godz. 20:46:51 @ (132 odsłon)
(komentarze? | Wynik: 0)

FRPC informuje: CIĘŻKIE SPRAWY #3 – TO NIE JEST KRAJ DLA STARYCH LUDZI !
FRPC informuje
Wydawało się, iż w polskiej sztandze lat ostatnich nie zdziwi już nic... Ani tragiczne w swej wymowie przypadłości dopingowe, ani karuzela z trenerską obsadą kadr narodowych płci obojga. A jednak nie – i tu zdziwienie jest największe. Oto w roku jubileuszu 90-lecia PZPC obecne kierownictwo związku, czyli działający od blisko trzech lat Zarząd wykoncy- powało „prikaz”, który – o ile się orientuję – jest ewenementem w euro- pejskiej i światowej sztandze i nie tylko tam. Chodzi o to, iż Zarząd postanowił że z dniem 1 stycznia 2015 roku tracą uprawnienia ci sędziowie, którzy ukończyli 70 rok życia ! Nie liczył się przebieg kariery, posiadana klasa sędziowska, aktywność i jakość wykonywanej w czas zawodów pracy oraz kondycja umysłowa i fizyczna. Przesłanie było jasne – ci panowie są już niepotrzebni. Zainteresowanych podobno poinformowano o tym lako- nicznym pisemkiem i nie wiem czy znalazło się tam słowo „dziękujemy”. Oby tak.



Żeby było jeszcze ciekawiej zrobiono… wyjątek od tej nowatorskiej reguły. Zarząd był wspaniałomyślny i postanowił, iż 9 arbitrów-siedemdziesięciolatków otrzyma pro- longatę na sędziowanie ważną do końca tego roku. W tym gronie jest… przewodniczący Komisji Sędziowskiej PZPC - Stanisław Wyszomirski oraz inni panowie których nie sposób podejrzewać o demencję. Bo to oni od ponad 40 lat obsługują wszelakie zawody od najniż- szego szczebla poczynając, to oni są zawsze do dyspozycji, to oni mkną do hali bladym świtem aby obsłużyć wagę, to oni siedzą godzinami za stolikiem podczas ciężarowych maratonów. Wielkiej kasy z tego nie ma, ale jest poczucie, iż jest się potrzebnym, że to jest błysk przygody z ukochanym sportem w czas emeryckiej szarówki. Więc było, ale się skończyło. A ja nie wiem dlaczego – abstrahując od stylu i formy wykonania decyzji. Przecież gdy któryś ze starszych arbitrów nie czuje się na siłach to sam mówi pas, gdy któryś nie jest w formie, to Komisja Sędziowska nie powołuje go na zawody. Ten mechanizm od zawsze był samoregu- lujący się i mogło tak zostać. Tym bardziej, iż w tym środowisku nie ma przecież przejawów jakiegoś ostracyzmu wobec kolegów ze średniego i młodego pokolenia.

70 lat życia... W tym wieku można zostać papieżem, prezydentem, posłem lub senatorem, ministrem, profesorem i Bóg wie kim jeszcze. Ale sędzią PZPC nie można, chociaż nie przy- pominam sobie aby EWF lub IWF miały takie przepisy lub regulował to Statut PZPC. Jeśliby zaś iść dalej w tym kierunku to możliwości są wielkie, wręcz nieograniczone. Na przykład można postanowić, iż delegatem na Zjazd PZPC, prezesem, członkiem Zarządu związku i jego Komisji nie może być osoba po siedemdziesiątce. Można ten przepis rozciągnąć na licencjonowanych trenerów, a przypominam iż nasz niezastąpiony Ryszard Szewczyk to rocznik 1938… Wszy- stko można. Tylko dlaczego i po co ? Jedyna pociecha w tym, iż ci którzy to wymyślili też kiedyś (niektórzy nawet niedługo) będą starzy (Jacek Korczak-Mleczko; 27.09.br)

Wysłany przez Autor dnia @27-09-2015 o godz. 19:34:03 @ (164 odsłon)
(komentarze? | Wynik: 0)

FRPC informuje: CIĘŻKIE SPRAWY #2 – DZIWNA MORALNOŚĆ !
FRPC informuje
W światku muzycznym od dawna funkcjonuje termin „evergreen” dotyczą- cy piosenek, które od zawsze są i będą dobre, popularne i lubiane. Są „zawsze zielone”, świeże, aktualne i zachęcające. W środowisku sportu funkcję złowieszczych „evergreenów” pełni wszystko to, co związane jest (niestety) z dopingiem, a każdy kolejny sezon – oprócz wykrycia nowych przypadków koksownictwa – przynosi spektakularne wydarzenia. A ten rok jest szczególny !

Oto, przypominam, za sprawa mediów ujawniono iż gros medalistów – lekkoatletów igrzysk olimpijskich w Londynie 2012 miało się na bakier z paszportami biologicznymi, ale IAAF za- miotło to pod dywan. Na razie po trzech latach od startu (!) złota na 1500 metrów pozbawiono pewną Turczynkę zaznaczając jednocześnie iż ikony królowej sportu – Usain Bolt i Mo Farah są czyści od podejrzeń. Bo gdyby nie byli lekka atletyka znalazłaby się w stanie zawałowym. Rodzi się jednak pytanie po jakim czasie można kogoś łapać na dopingu ex post – po roku, pięciu, a może 10 latach ? To niby słuszne, ale przypomina nieco gonienie w piętkę stwarzając wrażenie, iż wszyscy są i będą zawsze podejrzani, a miecz sprawiedliwości WADA spaść może w każdej chwili.



Spekulacje polondyńskie najmocniejszym echem odbiły się w samym środowisku lekkoat- letycznym i jest to bezcenne, chociaż niektóre z pomysłów wydają się drakońskie. Oto nasza wspaniała Anita Włodarczyk publicznie postuluje, aby każdy przyłapany na dopingu był automatycznie dyskwalifikowany dożywotnio oraz odbył karę więzienia… Miotacze niemieccy zgłosili projekt, aby każdy zawodnik który wraca na stadion po odbyciu dyskwalifikacji występował w czerwonej koszulce niczym w szacie pokutnej i był zaraz rozpoznawalny jako niedawny oszust. Są też pierwsze przypadki ostracyzmu. Nasi młociarze nie dopuścili do startu w Szczecinie Białorusina Iwana Tichana, bo ten „wisiał” już dwa razy. Tak samo jak amery- kański sprinter Justin Gatlin (w tym sezonie najszybszy po Boltcie) na którego rywale i publiczność patrzą krzywo i który z tej racji nie został dopuszczony (ewenement) do jednego z mitingów Diamentowej Ligi. Do tego dochodzi moralny przymus eliminowana dopingowiczów z zasiadania we władzach sportowych gremiów, co spotkało bywszych już członków swoich narodowych komitetów olimpijskich – kolarzy: Niemca Ericha Zabela i Australijczyka Stewarta McGready. Niedawno wreszcie opublikowano listę 144 trenerów i lekarzy różnych dyscyplin związanych z podawaniem dopingu (jest na niej jeden Polak ze środowiska… rugby), a szef UEFA i chyba przyszły prezydent FIFA – Michel Platini zapowiada wprowadzenie paszportów biologicznych dla piłkarzy.

Piszę o tym dlatego, iż jestem smutny nadzwyczaj w związku z przypadkami dopingu wśród polskich sztangistów. Wiedzę na ten temat czerpię oczywiście z jedynego dostępnego i zawsze aktualnego źródła (oprócz oficjalnej witryny IWF), czyli z Polskiej Sztangi na bieżąco monitorującej te mało chwalebne przypadki. Szczególnie przykra jest recydywa Marzeny Karpińskiej i Marcina Dołęgi. Są to przypadki zadziwiające swym tragizmem i rodzące pytanie – dlaczego ? Jak to się stało, że chyba bezpowrotnie stracono największy talent kobiecej sztangi ? Jakie były tego mechanizmy, motywy, okoliczności i wykonawcy procederu ? Jaki diabeł i po co skusił Marcina Dołęgę, który – wydawało się trzy lata temu – wyszedł z polon- dyńskiego dołka i rozpoczynał także karierę działacza. Bo czy przypadkiem była jego aktywność (jako delegata) na minionym zjeździe PZPC, przewodniczenie Komisji Skrutacyjnej i przekonywanie o potrzebie odnowy i nowej jakości w pracy związku. Czy tak miało to wyglądać ? Czy to może podwójna moralność i rozdźwięk pomiędzy słowami i czynami ? Z dopingowa zmorą nie wygramy przemilczając fakty. Szczególnie te niewygodne. Bo mleko już się rozlało (Jacek Korczak-Mleczko; 20.09.br)

Z ostatniej chwili:

Jak dowiaduje się „PSz”, Komisja do Zwalczania Dopingu w Sporcie zakończyła postę- powanie, związane z przypadkiem niedozwolonego wspomagania, jaki został ujawniony w dn. 25.05.2014 r. podczas II-ligowego turnieju ligowego „Drużynowych Mistrzostw Polski” w Sędziszowie Małopolskim. Wiadomo też m.in., że w próbce „A” pobranej od jednego z zawodników… LKS Znicz Biłgoraj, stwierdzono „androsteron” i „etiachonolol”, zrezygno- wał on później z badania próbki „B” a jego zespół nie wystąpił już w III rundzie ubiegłorocz- nych rozgrywek „DMP”. Fakt trwającego 15 miesięcy postępowania wyjaśniającego spowodo- wany był koniecznością wykonania dodatkowych ekspertyz i oczekiwaniem na ich wyniki z laboratorium. Stosowna dokumentacja w przedmiotowej sprawie, na początku IX br została przekazana do PZPC, który zadecyduje ostatecznie o rozmiarach potencjalnej dyskwalifikacji.

Wysłany przez Autor dnia @21-09-2015 o godz. 16:29:10 @ (590 odsłon)
(Czytaj więcej... | 1 komentarz | Wynik: 0)

FRPC informuje: „CIĘŻKIE” SPRAWY… PONOWNIE W FRPC !
FRPC informuje
Po trzech latach, na stronę internetową Fundacji Rozwoju Podnoszenia Cię- żarów wróciły felietony Jacka Korczaka-Mleczko, ty razem pod wspólną nazwą „Ciężkich spraw”. Jak sam dzisiaj twierdzi, nowym władzom PZPC „Ciężkie poniedziałki” były podobno niepotrzebne i wadzące (choć w ich miejsce nie pojawiła się żadna nowa solidna, poczytna i ciekawa jakość…), tak samo zresztą jak i jego osoba. „Ciężkie sprawy” będą dzisiaj zapew- ne pozytywnym kontynuatorem „Ciężkich poniedziałków”, choć trzeba otwarcie przyznać, że nie zawsze były one łaskawe dla „Polskiej Sztangi”. Co niefajne puszczamy jednak w niepa- mięć… i poniżej prezentujemy pierwszy z nowych felietonów pt. „Show i cisza” !



Ciężkie sprawy #1 – Show i cisza

Wkrótce miną długie trzy lata odkąd zakończyłem publikowanie na internetowej stronie PZPC moich cotygodniowych felietonów, czyli „Ciężkich poniedziałków”. Nowym władzom związku były podobno niepotrzebne i wadzące (choć w ich miejsce nie objawiła się żadna nowa solidna, poczytna i ciekawa jakość…), tak samo jak i moja osoba. Ot, sami wiecie doskonale, że takie bywa życie. Przez te lata oczywiście śledziłem to, co dzieje się wokół polskiej sztangi, nie zerwałem kontaktu ze środowiskiem, no i nie raz słyszałem, że „Poniedziałki”, to było to, że szkoda. Więc teraz w tym miejscu dziękuję serdecznie wszystkim, przyjaciołom i kibicom-czytelnikom, za pamięć i te miłe opinie. Teraz dzięki uprzejmości zarządzających witryną www.frpc otrzymałem propozycję kontynuowania mojej felietonowej przygody. Ale, jak wiadomo, nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki więc „Ciężkie poniedziałki” to już historia, a nowy cykl niech nazywa się „Ciężkie sprawy”. Bo przecież od 1 grudnia 2012 roku trochę się ich nagromadziło, a życie codziennie przynosi interesujące, miłe i niemiłe, anegdotyczne i poważne, wydarzenia.

Żałuję bardzo, iż nie mogłem pojechać 5 września do Puław (byłem wtedy daleko od kraju) na Memoriał Janusza Przedpełskiego. Na imprezę godną wielkości swego patrona, która nie wiedzieć czemu (a może wiedzieć?) na trzy lata wypadła z kalendarza PZPC, ale staraniem Fundacji, sponsorów, władz Puław i Antka Rękasa odrodziła się niczym przysłowiowy Feniks z popiołów. Więc podziękowania dla organizatorów i zawodników, za piękne dźwiganie Arka Michalskiego (który u boku Bartka Bonka wyrasta na lidera męskiej sztangi) oraz pozostałych kadrowiczów. Jednocześnie jest coś w rodzaju żalu i niespełnienia, że w polskiej sztandze nie ma zawodów światowej rangi (a nie chodzi tu o championaty globu i Europy organizowane w Polsce), że nie potrafimy wykorzystać i potencjału i okazji do propagowania naszej dyscypliny. Jeszcze niedawno były przecież polskie triumfy na mistrzostwach świata, był doskonały start na igrzyskach olimpijskich w Londynie, ale sztanga za ciosem nie poszła. A piszę to tuż po warszawskim, lekkoatletycznym Memoriale Kamili Skolimowskiej i kolejnym organizacyjno-propagandowym cudzie na Stadionie Narodowym. Bo zgromadzić na starcie plejadę niedawnych mistrzów świata z Pekinu (Anita Włodarczyk, Paweł Fajdek, Piotr Małachowski plus amerykański kulomiot Kovacs, rosyjska skoczkini wzwyż Kuczina, kanadyjski tyczkarz Barber…) to jest wielka sztuka. Do tego słyszę, iż dla młociarzy czy dyskoboli był to 18-20 start w sezonie! Że oni trenują po to, aby bardzo często występować w sportowych teatrach świata, żeby pokazywać się kibicom, nie schodzić z telewizyjnych ekranów. A jak to się ma do podnoszenia ciężarów – dyscypliny niestety coraz bardziej niszowej w której najlepsi pokazują się światu raz na rok albo i rzadziej? To kamyczek do ogródka IWF, to problem do przemyślenia dla narodowych federacji. I niech wytłumaczeniem nie będzie powoływanie się na „specyfikę dyscypliny – na jej proporcje treningów i startów”

Po Londynie 2012 byłem przekonany, iż oto mamy zawodnika, który długi czas gościć będzie w świadomości miłośników sportu. Ale od miesięcy nie tylko ja nie wiem, co się dzieje z Adria- nem Zielińskim (Jacek Korczak-Mleczko)

Wysłany przez Autor dnia @14-09-2015 o godz. 19:23:23 @ (214 odsłon)
(komentarze? | Wynik: 0)



Marek Drzewowski tel. 602 213 952 GG 1961590 e-mail: baleno@poczta.onet.pl
Łukasz Paliświat tel: 608 472 689 e-mail: lukaszpaliswiat@gmail.com


Administracja

Tworzenie strony: 0.06 sekund :: Zapytania do SQL: 102